psychologia,  to ja,  varia

Facebook, czyli ryby śpiewały na niby

Jestem fanką wszelkich nowinek technicznych i internetowych. Lubię testować różnego rodzaju serwisy, strony, fora i tak dalej. I zawsze tak było. Nie powinno więc nikogo dziwić, że kiedy w okolicach 2008 roku Nasza Klasa odeszła do lamusa – założyłam konto na Facebooku.
Początkowo używało mi się tego serwisu przyjemnie i spokojnie, potem jednak zaczął się przeobrażać… aż obecnie stał się tworem w mojej opinii niezwykle irytującym i toksycznym.
Spytanie więc, po co go używam – śmieję się, że na tej samej zasadzie, na której używa się ubikacji: „chodzę bo muszę”. To oczywiście żart, bo o ile ubikację faktycznie trzeba odwiedzić, tak Facebooka – niekoniecznie. Siedzę tam jednak, ponieważ nie mam innej formy kontaktu z wieloma osobami, z którymi potrzebuję mieć kontakt.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że ta notka może brzmieć paranoicznie, ale w gruncie rzeczy taką nie jest – nie chodzi tu bowiem o tropienie różnorakich spisków światowych korporacji, czy bycie podejrzliwym w stosunku do wszystkiego, co się tylko wyświetli – chodzi o zdrowy rozsądek, o bezpieczeństwo w internecie oraz po prostu o nasze dobre samopoczucie.

Żeby móc używać Facebooka, a nie zwariować do końca ;), ustaliłam sobie kilka zasad, których bezwzględnie przestrzegam.

1. Nie podaję prawdziwego nazwiska – nazwiskiem mogę się podpisać pod pracą magisterką, a nie pod postem w internecie, to raz. A dwa – nie chcę, aby znalazł mnie ktoś niepowołany, cokolwiek przez to rozumiesz. Bo może to dotyczyć zarówno nielubianego sąsiada, upierdliwej osoby z pracy, albo kogoś, od kogo chcemy się odciąć z takich czy innych względów. Z tego samego względu polecam podawać też jak najmniej jakichkolwiek publicznych informacji – nigdy nie wiesz, kto odwiedza twój profil i w jakim celu.

2. Nie akceptuję zaproszeń od osób, których nie znam… lub nie chcę znać. Kompletnie nie rozumiem akceptowania zaproszeń od kogo popadnie, choćby dlatego, że mogą być to oszuści. Ludzie, których nie lubię są natomiast po prostu przeze mnie blokowani. A co do ludzi z byłych szkół – skoro nie rozmawiałam z kimś od 16 lat, to naprawdę nie ma sensu zmieniać tego stanu rzeczy.

3. …nie akceptuję zaproszeń (…) – ze szczególnym uwzględnieniem zaproszeń od wszelkich dyrektorek, szefów i innych przełożonych. W byłej pracy kilka osób miało z tego powodu kłopoty, a kłopoty nie są rzeczą, której potrzebuję.

4. Maksymalnie ograniczam denerwujące mnie lub toksyczne treści, czyli w moim przypadku polityka, religia, celebryci i znęcanie się nad zwierzętami; niestety co jakiś czas takie paskudztwo siłą rzeczy mi się wyświetli – wtedy po prostu blokuję daną stronę.

5. …usuwam także z grona obserwowanych znajomych, którzy notorycznie prowadzą wojny z randomowymi ludźmi na publicznych stronach i profilach. Nieważne, czy/że mają takie same poglądy jak ja.

6. Żadnego komentowania na publicznych stronach i profilach – cokolwiek napiszesz na jakikolwiek temat, ktoś i tak obrzuci cię guanem. Obrzucanie guanem jest dobre dla cercopithecinae, a ja uważam się za homo sapiens sapiens.

7. Żadnych dyskusji z obcymi ludźmi – czasem palce świerzbią kiedy ktoś wypisuje ewidentne bzdury, albo po prostu z jakiegoś powodu masz ochotę się odezwać – ale nie warto (patrz punkt wyżej). Jak głosi staropolskie przysłowie – najwięcej hałasu robią puste garnki. Mój czas jest cenny i nie tracę go na dyskusje z garnkami. :)

8. Żadnych grup o „zdrowiu psychicznym” – byłam na kilku, nigdy więcej. Z jednej „o schizofrenii” uciekłam, kiedy z ekranu wylał się potok chamstwa, a jakieś creepy zaczęły pisać do mnie na messengerze. W drugiej, „psychologicznej” normą były natomiast odzywki typu „nie próbuj robić z siebie ofiary, bo tu nikt się na to nie nabierze”. Grupa nazywała się, nomen omen, „Zdrowa głowa”.

9. Żadnych grup – „molochów”. …bo mam anergię na chamstwo, głupotę i „jenzyk Polzkawy”.

10. Żadnej prywaty, żadnego uzewnętrzniania się, chwalenia itp – nikt nie polubi i nikt nie skomentuje twojego posta? Tak ci się tylko wydaje – w pracy za twoimi plecami wszystko, łącznie z tobą zostanie stosownie obgadane. Pomijając już fakt, że chwalenie się publicznie, iż „ja, Anna Kowalska ze Zgierza, kupiłam sobie telewizor za milion, jadę teraz na Hawaje, a klucz zostawiłam pod wycieraczką” jest, delikatnie mówiąc, głupie i nierozsądne. Milczeniem pominę natomiast stalkerów, którzy wiedzą, że o 2:30 w nocy siedziałeś na Messengerze i pytają dlaczego.


Faktem jest, że FB zabił całą dyskusję w internecie – jako, że mam 35 lat, czas mojej „młodości” to były fora dyskusyjne. Wiadomo, fora były różne – na poziomie, jak i kompletnie ścieki. Ale na tych ambitniejszych człowiek się starał – przestrzegano zasad ortografii i interpunkcji, pisano długie posty, nieraz sięgało się do różnego rodzaju źródeł. Moderatorzy pilnowali porządku i można było dyskutować. Obecnie fora to już kompletny przeżytek – na szczęście jednak ich idea nie jest całkowicie martwa, bo są ludzie, którzy wolą właśnie fora od FB. W dawnych czasach pisałam na wielu różnych forach – obecnie istnieje jeszcze tylko jedno z tych for, wciąż straszą na nim jakieś moje zapomniane posty, ludzie zawzięcie dyskutują nad każdym elementem składowym aż do granic komizmu, a „pilnujący porządku” moderatorzy zdają się być śmiesznymi osobnikami mającymi kije w tyłkach. Cóż, panta rhei.
Co jednak warto zaznaczyć – dużo łatwiej usunąć swoją obecność z FB, niż z forum.
Ale do czego zmierzam – abstrahując od wspomnianego komizmu i kijów w tyłku, kiedyś ludzie PISALI lub starali się pisać. Była jakaś komunikacja, wymiana informacji. Teraz – klika się „lajka” i wrzuca emotkę ze srającym jednorożcem, a co poniektórzy czują trudność pisząc własne nazwisko. Tyle w temacie komunikacji. W grupach na FB natomiast, choćby nie wiem jak ambitne i górnolotne były, wszystko ginie po trzech dniach i nie sposób znaleźć informacji w tym oceanie chaosu.

Kolejna bolączka FB i ogólnie mediów społecznościowych to właśnie te nieszczęsne „lajki”, czyli popularność.

Czego te łochy nie zrobią dla chwili fejmu?
Stań na stole, pokaż cycki, to dopiero heca,
Na wycieczkach robią zdjęcia w oświęcimskich piecach!

– Bisz, „Poderżniemy gardło śmierci”

Jest takie powszechnie znane powiedzenie – „jedzcie g…, bo sto miliardów much nie może się mylić”. Stąd FB zawalony jest, po prostu, wszechogarniającą głupotą. Bardzo drażni mnie promowanie wszelkiej maści kretynów, dlatego nie klikam w linki opowiadające o wyczynach tzw. celebrytów, żeby po prostu nie generować ruchu na stronach, które na tym zarabiają i nie pomagać „czynić głupich ludzi sławnymi”.
Poza tym, niestety – na głupotę zawsze był i jest większy popyt, niż na wiedzę, erudycję i kulturę. Bo przecież, wiadomo, lepiej obejrzeć filmik, gdzie pijany koleś narzygał sobie na auto, niż cokolwiek co ma jakąś wartość, na przykład edukacyjną. Pomyślcie czasem, ile czasu tracicie na FB czy YouTube na właśnie takie idiotyzmy i co konstruktywnego można by wtedy zrobić. :) (tak, uważam, że choćby umycie naczyń jest bardziej wartościowe od oglądania debilnych filmików – podobno to właśnie ja z racji mojej choroby jestem „nienormalna”)
To jedno.

Jak te „lajki” mają się natomiast do nas samych?
Tia, znacie pewnie to myślenie kategoriami „nikt nie polubił ani nie skomentował mojego zdjęcia… jestem nieudacznikiem życiowym i śmieciem”. Nie, nie jesteś nieudacznikiem ani śmieciem. To tylko algorytm połączony z ludzką głupotą. Po pierwsze, ucinanie zasięgów, wyświetlanie postów według nieuczciwych zasad (wykupiłeś promocję dla swojej strony na FB? no to teraz przygotuj się na notoryczne ucinanie zasięgów, póki nie zapłacisz ponownie i więcej :)), brak chronologii i pozornie również brak sensu – ale tylko pozornie, bo – jakkolwiek źle to brzmi – chodzi o trzepanie grubych pieniędzy na szeroko pojętej głupocie. Po drugie – może i „znajomi” widzą twoje posty i zdjęcia, ale nie komentują, bo mają miliardy innych informacji, albo po prostu mają to w poważaniu. No i co…? Jeśli potrzebujesz aprobaty w postaci serduszek pod zdjęciem nadgryzionego kotleta, to proszę, zastanów się nad tym przez chwilę. Ponadto, naprawdę uważasz, że komentarze typu „kochana, jak ty ślicznie wyglądasz, piękna <3 <3 <3 :*” są stuprocentowo szczere i pisane z rzeczywistego uwielbienia…? Mnie nikt nie pisze takich komentarzy. Jestem brzydka…? Nie, otaczam się po prostu rozsądnymi ludźmi, którzy mają inne zainteresowania i priorytety, a i mnie gucio obchodzi zdanie ludzi na temat mojej fryzury.

Ogólnie FB jest pełen nieuczciwych praktyk – boty „opowiadające się” za daną opcją polityczną, trolle – opłacane, bądź po prostu takie, które lubią denerwować ludzi dla zwykłej rozrywki, różnej maści oszuści, którzy tylko czekają na dane twojej karty płatniczej…
Przyznam się, że sama trollowałam kiedyś na FB. Było to jednorazowe zdarzenie, a wnioski jakie się pojawiły, były zatrważające. Fejkowe konto z nazwiskiem brzmiącym jak żydowskie, kilka zdań napisanych niczym wielka mądrość, ale w rzeczywistości będących kompletnym bełkotem i to wystarczyło, by w szklance wody rozpętało się tornado, huragan i tsunami jednocześnie. Niebywałe, że ludzie byli w stanie nabrać się na coś tak prostackiego i żenującego, reagując dokładnie tak samo prostackim i żenującym chamstwem. Stąd i moja prośba – zanim wdasz się z kimś w kłótnię, zastanów się, czy to rzeczywiście konieczne, bo po drugiej stronie może siedzieć po prostu troll i kiedy ty będziesz wychodzić z siebie – on będzie miał ubaw po pachy.

Facebook kreuje sztuczny świat, a ten sztuczny świat kieruje naszymi emocjami i nawet samooceną. Koleżanka ze studiów wrzuciła zdjęcia ze wspaniałych, rodzinnych wakacji, podczas gdy ty możesz o takich tylko pomarzyć, i tak dalej? Za takimi sielankami kryje się jednak często wiele negatywnych emocji – sama znałam osoby, które wrzucały tego typu zdjęcia na FB, a w pracy opowiadały tylko o tym, że przez cały wyjazd kłóciły się z mężami/żonami, dzieci były nieznośne i ogólnie wakacje o kant tyłka rozbić. Podobne przykłady można mnożyć.

Więc zanim wpadniesz w dołek, że masz za mało atencji, polubień i znajomych, zanim do żywego wkurzy cię jakiś głupi artykuł czy czyjś komentarz, psując ci humor na pół dnia i odbierając wiarę w ludzkość – po prostu przypomnij sobie, że to jest sztucznie wykreowany świat, w którym chodzi tylko o to, żeby korporacje nabijały sobie kolejne sumy na kontach. Wiem, że to w jakimś sensie przerażające, ale nie w tym rzecz, żeby siać paranoję i wierzyć w teorie spiskowe. Warto mieć świadomość (zdrową) pewnych mechanizmów i sztuczek, zwłaszcza stosowanych w reklamach i nakłaniających nas do kupna czegokolwiek.

Konsumpcjonizm to religia wielu
Social media to biblia pauperum
Celebryci zabawiają dusze
Cyrografy podpisane rzędami serduszek
Definitywnie wiedzie prymitywność
Nowe zwierzęta – dla nas wstyd, to kryć coś
Ktoś wykopie kiedyś lapka z ziemi
Popatrzy na walle, na ścianach – stada jeleni

– Bisz, „Lascaux”

ps. celowo unikałam w tym wpisie pisania o Instagramie – nie mam złych doświadczeń związanych z tym serwisem, chociaż żeruje dokładnie na tym samym, co FB. To jednak materiał na ewentualny przyszły wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *