leki - leczenie - psychiatria,  psychologia,  psychoterapia,  to ja,  varia

Naznaczeni i potępieni

Zobaczyłam wczoraj na Instagramie komiks pewnej znanej rysowniczki – komiks dotyczył autyzmu – i obudziło to we mnie kilka gorzkich refleksji.
Wiem, że jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, zanim w Polsce zaburzenia psychiczne zaczną być czymś, co w ogóle istnieje i o czym warto rozmawiać, do psychiatry czy na terapię nie trzeba będzie chodzić w tajemnicy, a orzeczenie o niepełnosprawności z literką P pomoże znaleźć pracę, a nie wprost przeciwnie… Ale – depresja, nerwica, a nawet borderline czy czasem dwubiegunówka (choć ta ostatnia znacznie rzadziej) – o tym się chociaż cokolwiek mówi, edukuje, nagłaśnia. Są kampanie, strony edukacyjne i tak dalej.
A schizofrenia…?
Często mam wrażenie, że traktuje się nas jak podludzi, jak jakieś ostatnie odczłowieczone kuriozum. Dla większości schizofrenia to jedynie powód do kpin – tak, żarty o politykach i ich sympatykach z diagnozą schizofrenii są tak zabawne, że nic tylko się obsrać po pachy ze śmiechu. Nie jestem wrogiem żartowania z chorób psychicznych, ale pewnie ktoś zaraz napisałby mi, że nie mam dystansu, że przecież to tylko żarty… problem w tym, że te „tylko żarty” są trwale zakorzenione w świadomości i mentalności, mając negatywny wpływ na postrzeganie i traktowanie osób ze schizofrenią. A co do dystansu – jeśli i ty będziesz bezrobotn- przez sześć miesięcy tylko z racji tego, że nikt nie chce zatrudnić „wariata” – zobaczymy jak wtedy będzie wyglądał twój dystans. :)

Zdecydowana większość ludzi nie wie nawet, na czym polega schizofrenia. Oto wyłania się obraz „psychopaty” z rozdwojeniem jaźni, który biega po ulicy, morduje ludzi siekierą i myśli, że jest Napoleonem Bonaparte… Obowiązkowo musi wierzyć też w teorie spiskowe, być antysemitą i fanatykiem religijnym, spędzającym dwanaście godzin dziennie w kościele, a do tego, oczywiście, jest również upośledzony intelektualnie.
Jeśli napiszę, że psychopatia i osobowość mnoga to zupełnie inne zaburzenia, nie mające nic wspólnego ze schizofrenią, że chorzy na schizofrenię wcale nie muszą być agresywni, że popełniają przestępstwa nie częściej, niż zdrowi ludzie oraz że przy tej diagnozie chorzy mogą być otwarci, tolerancyjni albo być ateistami lub agnostykami, a zachorować może każdy, bez względu na swoją inteligencję – nikt nie będzie mnie słuchać.
Prawda jest taka, że my, schizofrenicy boimy się mówić o naszych problemach, objawach czy niepokojach – bo zamiast odrobiny dobrej woli czy zrozumienia dostaniemy ostracyzm i kpiny. Kolejny raz. Koło się zamyka…

Czasem myślę, co ja sama mogę zrobić z takim stanem rzeczy. Niby rysuję komiks – ale nie cieszy się ani zainteresowaniem, ani zrozumieniem. Jak zresztą każde z moich „dzieł”… Nie potrafię rysować typowo edukacyjnych komiksów, wyjaśniać, tłumaczyć… W efekcie rozumieją je tylko ludzie z problemami podobnymi do moich. Może kiedyś, z czyjąś pomocą, uda mi się ogarnąć coś więcej i poważniej, lub też – bardziej przystępnie…
Niby prowadzę tę oto stronę, opisuję swoje przeżycia, refleksje… Ale czy poza innymi chorymi kogoś to w ogóle obchodzi…? Czy ktoś jest w stanie to w ogóle rozumieć? Często zdarza się, że to co piszę – niekoniecznie tutaj, chodzi mi o inne miejsca – jest odbierane opacznie, jako próba wywyższania się, narzucania komuś swojego zdania i tak dalej… A ja tymczasem nie mogę się pogodzić z wieloma rzeczami, na które tak zwana większość nie zwraca nawet uwagi – z pogardą, z wyśmiewaniem, z nienawiścią do wszelkiej inności, ze skrajnym egoizmem, ze zwykłym chamstwem, z zacofaniem, z fanatyzmem. Do pewnych spraw podchodzę zbyt emocjonalnie i to mnie często gubi…

Nie jestem niebezpieczna, nieobliczalna, nie biegam po osiedlu z nożem, a o swoją chorobę nie prosiłam. Staram się być pomocna, miła i otwarta – niektórzy w byłej pracy brali to nawet za oznakę naiwności, idącej w parze z, po prostu, głupotą. Niby to tylko i wyłącznie ich problem, ale niestety nie do końca, bo po części również i mój…
Mimo to, kiedy PRZYZNAM SIĘ do swojej diagnozy – no właśnie, „przyznam się”, tak jakbym zrobiła coś złego, popełniła jakieś przestępstwo albo przynajmniej sama ściągnęła na siebie chorobę ćpając i tak dalej – spotykam się albo z niedowierzaniem, typu: „Eee ty?! Ty tylko udajesz, bo ci się nie chce pracować” albo z odrzuceniem. Nagle przestaje istnieć fajna, inteligentna osoba, którą znali wcześniej, a pojawia się przed nimi nieokrzesana, niebezpieczna dzikuska – tak to przecież działa, nie?
Nie liczą się moje talenty, możliwości, umiejętności, nie liczy się moja osobowość – liczy się tylko moja diagnoza… A raczej cudze stereotypy na jej temat.

2 komentarze

  • btn

    Mam wrażenie, że prawdziwie chorzy psychicznie ludzie mają na tym świecie wiele do powiedzenia i siłę sprawczą a ci „normalni” to zwyczajni usługodawcy.
    Właśnie, kto tu jest normalny a kto nie? Granice się zatarły…
    ***
    Łatwo mi się pisze z mojej perspektywy ale jeżeli mogę wrzucić tu swoje myśli, to uważam że wszystko tkwi w „mentalu”. Zarówno jednych jak i drugich. Jedni, ci – nazwijmy ich – wymagający opieki mają brzemię i poczucie bycia gorszym/drugorzędnym, z kolei ci – nazwijmy ich „zrowi” (w cudzysłowiu) mają mental bycia kim lepszym, I tu moim zdaniem powyższe traktowanie jest zakorzenione w społeczeństwie ksenofobicznym.
    Wystarczy wyjechać kilkaset km od zachodniej granicy PL aby zauwazyć, że to co na codzień istnieje w naszym kraju jest diametralnie inne. Zatem uważam, że żyjemy w społeczeństwie chorym, naznaczonym i póki większość nas nie zmieni „mentalu”, to tak będziemy tkwić w takich podziałach.
    Nie wiem czy dobrze to wyraziłem ale przynajmneij próbowałem.
    Pozdro600

    • Kluskova

      Mówisz o sytuacji w Rosji? XD
      A tak serio – no właśnie, kto jest „normalny” a kto „nie” i jakie są kryteria diagnostyczne? xD

      Niestety masz rację – jak tu oczekiwać jakiejkolwiek tolerancji w Polsce, skoro nawet np facet z długimi włosami potrafi jeszcze wzbudzać sensację i agresję – w XXI wieku…
      Nie wiem, niby świadomość jest coraz większa, ale bardziej właśnie bardziej w kwestii depresji czy podobnych jej zaburzeń – bo schizofrenia to wciąż coś dziwnego, „zabawnego” czy budzącego strach. A schizofrenik to debil albo ktoś niebezpieczny… Może w ciągu kolejnych lat coś się zmieni na tyle, że nie trzeba będzie chodzić do psychiatry czy psychologa w wielkiej konspiracji, jakkolwiek myślę, że to wymaga kolejnych – co najmnmiej – 20-25 lat… Inna sprawa, że wielu schizofreników faktycznie ma zjebane poglądy, a że oglądają leki raz na pół roku, to efekty są jakie są. xD Tyle, że trzeba zrozumieć, że ta choroba jest bardzo zróżnicowana i u każdego może przebiegasć inaczej…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka).
Wykorzystywanie plików Cookie
Jak wyłączyć cookies
AKCEPTUJĘ