varia

Krytyk się znalazł, zas*any

Dzisiejszy wpis poświęcam, ni mniej ni więcej, krytyce. Konstruktywnej, niesłusznej, słusznej, wreszcie – hejtowi. Nie wiem czy uda mi się ugryźć temat ze wszystkich stron, z których chcę go ugryźć, ale przynajmniej spróbuję. :) Nie ukrywam, że pewną inspiracją był dla mnie ten materiał, ale też własne doświadczenia.

Wpis zacznę od pewnego wspominku. W roku 2021 uczęszczałam na dzienny oddział psychiatryczny z pewnym inteligentnym, sympatycznym facetem. Lubił tworzyć różne rzeczy, głównie – pisał wiersze. Nie afiszował się z tym jednak, ponieważ bardzo bał się – no właśnie – krytyki. Na tej samej zasadzie ja nie afiszuję się z moją twórczością komiksowo-rysunkową. Publikuję w sieci od 2005 roku i negatywne komentarze, które otrzymałam można policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Niestety, niska samoocena, ostracyzm i przemoc, jakich doświadczałam przez kilkanaście długich lat, nie pomagają w byciu specem od autopromocji.
Pan Krzysztof z powyższego vloga zauważa, że uznajemy krytykę za coś złego i uwłaczającego, bo kojarzy nam się ze szkołą. Z publicznym wyśmiewaniem, obrażaniem i wyzywaniem dzieciaka od beztalenć i nieudaczników, często ku uciesze całej grupy jego zasmarkanych prześladowców. Zresztą, co tu dużo mówić – tego doświadczył chyba każdy, w takim czy innym natężeniu. Niektórzy się z tego otrząsają i idą dalej, inni przypłacają to traumami i zaburzeniami psychicznymi, na które młody człowiek jest bardzo podatny.

Krytyka to nic złego. Tyle, że wszystko zależy tu od jej kontekstu i, przede wszystkim, formy. Wybaczcie, że ten wpis będzie dotyczył głównie małych działalności artystycznych, ale tak jak obiecałam na początku, spróbuję odnieść się też do innych aspektów.
Wyobraźcie sobie, że rysujecie komiks i nagle, kompletnie z dupy, ktoś zostawia Wam komentarz pokroju „ale gówno”. Może macie na to wywalone, może Was to bawi, a może czujecie smutek, gniew, może jest Wam po prostu przykro. A teraz wyobraźcie sobie, że otrzymujecie komentarz o nieco innej treści: „w komiksie podoba mi się to i to, a poza tym dobrze zrobił.ś to, ale popracuj nad tym i tamtym”. I nawet jeśli nie do końca zgadzacie się z taką opinią – siłą rzeczy weźmiecie ją pod uwagę i zastanowicie się, czy oby nie ma w tym trochę racji.
Bo krytyka powinna nieść informacje zwrotne, wskazówki i tak dalej. Tymczasem sugerowanie autorowi rysunku czy komiksu (trzymam się tego przykładu, bo jest mi najbliższy), że rysuje jak pięciolatek, a medium jest „dziecinne”, owszem, świadczy bardzo źle o dojrzałości – ale komentującego. Wyobraźcie sobie sytuację, że pan Y. ma doktorat i habilitację z, dajmy na to, historii. Znajduje w internecie blog autorstwa nastoletniego ucznia na jakiś historyczny temat, niestety wpisy są najeżone błędami. I wtedy pan dr hab. Y. napisałby: „lol ale żenada, weź to skasuj, ja tak mówię – doktor nauk, ty jesteś głupim dzieckiem, dorośnij”. Kto tak naprawdę się w tym momencie ośmiesza…? No właśnie. :) I w przypadku rysowania, cosplayu i jeszcze wszelkiej innej twórczości artystycznej działa to dokładnie tak samo.
Obrzucanie kogoś guanem to po prostu zwykły, chamski hejt, a nie żadna krytyka.
Równie słabe jest krytykowanie nie tworu, tylko autora jako człowieka (i o tym też wspomina p. Krzysztof w swoim materiale) – cech jego wyglądu, stylu ubierania się, wyznawanej religii, jego pochodzenia i tak dalej.

Jestem żarliwym wyznawcą zasady „don’t rain on someone’s parade” – oznacza to mniej więcej tyle, żeby nikomu bez potrzeby, czy po prostu z czystej złośliwości, nie robić problemów – nie przychodzić na jego występ z chmurami deszczowymi, tak dosłownie. P. Krzysztof wspomina o krytykowaniu dużych, komercyjnych projektów, takich jak seriale Netflixa czy znane gry AAA. Tutaj obowiązują oczywiście inne zasady, niż w przypadku rysującego młodziaka, ale mimo to uważam, że – obojętnie czy krytykujemy słabą adaptację dobrej książki, pracę naukową czy jakąś powieść – należy zachować kulturę wypowiedzi i podać jakieś sensowne argumenty. Kiedy chcę kupić grę na platformie Steam i przeglądam recenzje, wierzcie, że opinie typu „gra do dupy” naprawdę mi nie pomagają i nie wyciągnę z nich żadnych wartościowych informacji ani wniosków.
Wracam jednak do kwestii internetowych czepiaczy. Mam często wrażenie, że niektórzy ludzie połknęli kij od miotły i zrobili sobie taką listę: do kogo się tu dzisiaj doczepić? Są zresztą całe kanały na YouTube, strony na Facebooku czy konta na Twitterze pełne krytycznych, ale niezbyt grzecznych opinii na każdy możliwy temat. Autorom wpisów czy filmów wydaje się, że głoszą dogmaty i tupią nóżką, gdy ktoś śmie się z nimi nie zgodzić, nawet jeśli robi to kulturalnie. Przykład z mojego rysowniczego podwórka – pewna wzięta artystka prowadzi swój kanał, gdzie udziela porad młodym rysownikom. Szkoda jednak, że zachowuje się przy tym, jakby zjadła wszystkie rozumy, a w tyłku miała kij hokejowy. Dość powiedzieć, że swego czasu co rusz wybuchały jakieś tak zwane dramy z udziałem tej osoby. Najgłośniejszą była ta, kiedy poprosiła młodych twórców i amatorów o nadesłanie prac do oceny… a potem zmieszała to wszystko z błotem w żenujący i prymitywny sposób. Panią strasznie razi fakt, że ktoś bierze się za rysowanie, a nie opanował zasad perspektywy i anatomii na poziomie absolwenta ASP – no ok, ja tylko nieśmiało przypomnę, że rysowanie to nie matematyka i nie obowiązują w nim niezmienne prawa oraz żelazne zasady. Znów nasuwa mi się analogia z dorosłym facetem, który burzy przedszkolakom zamek w piaskownicy, bo on jako dorosły zbudowałby lepszy. Przykre, że hejt i chamstwo przyciągają przed ekrany tysiące ludzi, dzięki czemu stan kont bankowych haterów i chamów rośnie.
Inny przykład – znałam kiedyś dziewczynę, która miała kilka poważnych zaburzeń psychicznych. Bardzo lubiła rysować, ale niestety przez problemy z pamięcią i koncentracją nie robiła praktycznie żadnych postępów. Te same postacie, te same pozy, ta sama technika kolorowania, i tak od lat. Któregoś razu zajrzałam do jej galerii i zobaczyłam, że jakaś osoba napisała tej dziewczynie bardzo niegrzeczny komentarz odnośnie jakości jej prac. Stanęłam w obronie młodej – bo wiedziałam, że rysowanie to po prostu jej pasja i terapia, że daje jej spokój, ulgę i satysfakcję. Do czego zmierzam: zanim ktoś doczepi się do artysty, skrytykuje jego prace, technikę, sposób rysowania anatomii czy perspektywy – niech się zastanowi jakieś sto razy, bo nie zna ani tego człowieka, ani problemów, z jakimi może się zmagać. Tak jak ta wspomniana chora dziewczyna. Poza tym, nigdy nie wiesz, czy człowiek, którego właśnie internetowo obrażasz (jego samego, lub jego twórczość), czy choćby tylko krytykujesz, nie przeżywa jakiegoś kryzysu psychicznego – twoja krytyka (lub czepialstwo) to być może ostatnie, czego mu w tym momencie potrzeba. Jeśli ktoś prosi o krytykę – ok, wtedy można mu coś napisać, doradzić, ale jeśli zamierzacie wyskakiwać ze swoimi radami przed szereg, zwłaszcza wobec obcych ludzi – zastanówcie się chwilę. Dłuższą. A jeśli ktoś czuje się lepszy, bo złośliwie „pojechał po artyście” (obojętnie, czy popularnym czy po dzieciaku z DeviantArta) – pozostaje pogratulować głupoty i ignorancji.
Każdy może przecież rysować co chce i jak chce. Mnie również nie podoba się wiele prac, które widzę w różnych serwisach – ale to tylko i wyłącznie mój problem, a nie artysty, który je narysował. Przecież nikt mnie nie zmusza do oglądania prac, które nie trafiają w moje gusta. Bo podobno o gustach się nie dyskutuje, a piękno to jest to, co się komu podoba. ;) Zamiast piętnować to, co mi nie odpowiada – wolę promować to, co lubię i uważam za fajne. Proste i zdrowe podejście, polecam. :)

Trochę to wszystko uprościłam, nawiązując w większości przykładów do rysowania, i to amatorskiego.
Jest jeszcze świat nauki. Tutaj moje podejście jest już bardziej surowe: jeśli ktoś opowiada, przepraszam za wyrażenie, głupoty i to w dodatku szkodliwe głupoty, krytyka jest jak najbardziej na miejscu i jest jak najbardziej wskazana. Tak samo w przypadku jakichś rażących błędów. Ale znowu – krytykujemy książkę, artykuł, film, a nie człowieka, który je stworzył, wyzywając go w polemikach od pacanów z jakiejś nielubianej uczelni. Jeśli chciałabym skrytykować jakiś tekst czy film ze swojej branży – zrobiłabym solidny tak zwany research, podała konkretne argumenty i poparła to wszystko źródłami.
I tak jak mówi p. Krzysztof – „w ogniu krytyki hartują się poglądy”. Nie zamykajmy się w bańkach, ale pamiętajmy, że dyskusja i polemika to wymiana argumentów – ale nie agresywnych argumentów ad personam, że „ona ma krzywy ryj na profilowym”. Że na komentarz, z którym się nie zgadzamy nie musimy reagować agresją czy wyśmiewaniem. Że ludzie o różnych poglądach – w tym także politycznych – mogą się dogadać i współpracować. Że czasem trzeba komuś ustąpić, czasem coś zignorować, czasem wykazać minimum pokory, a czasem po prostu odpuścić. Mimo, że to wszystko brzmi jak oczywista oczywistość – dla wielu jest niestety czarną magią.
Uczmy się nie zgadzać. Nikt z nas nie jest wyrocznią ani nieomylnym bóstwem. A prawda jak pupa – każdy ma własną. Nie trzeba rzucać błotem we wszystkich kierunkach i skakać sobie do gardeł. Wszak nie na darmo człowiek to homo sapiens sapiens, co nie?

Jeden komentarz

  • wendigo

    „Szkoda, jednak, że zachowuje się przy tym, jakby zjadła wszystkie rozumy, a w tyłku miała kij hokejowy.” – haha, jest taka jedna faktycznie :D ciekawe czy o tej samej myślimy ale chyba tak :D Dla mnie te jej filmy to nie do oglądania zupełnie, właśnie przez ten hejt bez sensu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka).
Wykorzystywanie plików Cookie
Jak wyłączyć cookies
AKCEPTUJĘ