Znajomy z forum ogląda tego pana (ziomek to wysoko funkcjonujący schizofrenik) i czasem linkuje:
To są bardzo ważne rzeczy, o których ten pan mówi i serio warto się do tego stosować i dbać o te sprawy. Pan, bodajże Wojtek, ma więcej podobnych filmów na swoim kanale.
Tyle, że… Tutaj wchodzimy w temat, o którym kiedyś opowiadała mi terapeutka. Nie każdy schizofrenik ma do tego, że tak powiem, predyspozycje. Wiecie, na schizę może zachorować zarówno głupi Jasio z wioski, jak i wybitny doktor nauk. Ale są ludzie z tak silną schizofrenią, że ich życie to jedna wielka bańka urojeń i oni są totalnie oderwani od rzeczywistości, bo mają rozwalone mózgi. Po prostu, w kwestii fizjologii i neurobiologii, i to nie jest kwestia „pracy nad sobą” czy „dobrych chęci”.
Często jest też tak, że ci słabo funkcjonujący są w pełni zależni od równie odklejonych rodziców. Znam dwa takie przypadki. Zresztą prawda jest taka, że w miarę normalna matka i ojciec nie wychowają tak ekstremalnie zaburzonego dziecka, jak te konkretne osoby, o których myślę pisząc te słowa.
A poza tym bądźmy szczerzy: co ogarniętemu człowiekowi – nawet choremu, który chce się rozwijać a nie tkwić w szambie choroby, ma do zaoferowania osoba, która kwalifikuje się tylko do DPSu, bo całkowicie zatraciła umiejętność odróżniania rzeczywistości od urojeń…? O ćpunach i pijakach, dla których trawka i alkohol są święte, ale leki już niekoniecznie, już nawet nie mówię.
Sama bardzo myliłam się co do kilku ludzi, z którymi dzielę diagnozę… Czasem ktoś wydawał się naprawdę ogarnięty i inteligentny, ale po dłuższej lub krótszej znajomości widziałam, że ta osoba po prostu kręci się w kółko i nie robi kompletnie żadnych postępów, w najlepszym razie. Ba, izolacja zawsze prowadzi do regresu. Po 30-stce już serio trudno to nadrobić. Mówię to z perspektywy osoby, która w wieku 21 lat musiała chodzić załatwiać sprawy z mamą i mama wykonywała za mnie również telefony, a teraz, mając lat 40, mieszkam na swoim i mimo pewnych trudności normalnie funkcjonuję, jestem w związku i „prowadzę dom”. A mieszkanie z toksyczną rodziną nie pomaga.
Ale to niby nie moja sprawa. W sensie, moja o tyle, że takie osoby usiłowały mnie wciągnąć w to swoje chorobowe szambo, chcąc żebym utopiła się tam z nimi – wielu chorym wygodniej siedzieć w szambie. …ale znanym szambie i płakać nad sobą albo snuć nierealne fantazje, zamiast próbować cokolwiek naprawdę zmienić, nawet jakąś minimalną rzecz. Tyle, że to nie jest wina tych ludzi – a bardziej po prostu systemu, który nie pomoże tym, którzy sami nie przyjdą i nie zatroszczą się o swoje sprawy… A ci bardziej odklejeni jeszcze mają potem roszczenia – no bo jak to, dobrze sobie radzę, mam wyższą rentę, więc moim obowiązkiem jest wspierać takie obrzygane sierotki życiowe. Logiczne, nie? Sytuacji, w której totalnie odklejona laska stwierdziła, że sprzeda z matką mieszkanie i przeprowadzi się do mojego miasta, „bo będę jej pomagać”, nawet nie skomentuję. XD Po postawieniu granicy wychodzi prawda o takich osobach w steku ich wyzwisk i chamstwa – czyli to, że żyją w totalnej Nibylandii własnego, chorego umysłu, bez szans na powrót. Mnie serio nic nie spadło z nieba – wywalczyłam to sobie, bo mogłam. No właśnie – bo mogłam. Oni nie mogą, tak jak ja nie mogę zdobyć Siula Grande, tyle że to nie jest powód, dla którego powinnam się w jakikolwiek sposób nad takimi osobami litować, skoro sama mam potem przez takich ludzi problemy z głową. Nie jestem psychiatrą, psychoterapeutką ani pracowniczką MOPSu.
No i potem mamy sytuacje typu taka właśnie osoba w okolicach 30-stki, która nie jest w stanie w ogóle wyjść z domu, samodzielnie zrobić zakupów, gospodarować swoją rentą (bo całą przewala na pierdoły z Temu, a potem płacze, że „głoduje” albo nie ma na leki usiłując wyciągać pieniądze od internetowych znajomych) albo wziąć prysznica, wymyśla sobie „super plan”, że wyjedzie za granicę, pójdzie na studia albo założy firmę. Chciałoby się powiedzieć, że nieładnie niszczyć komuś marzenia, ale no… to nie marzenia, to urojenia, a tacy ludzie nie są w stanie tego rozróżnić. Życie nauczyło mnie, że takich trzeba po prostu olać, jeśli samemu nie chce się mieć kłopotów. Niech sobie żyją w swoim świecie, bo i tak już nie wrócą do społeczeństwa.
Okrutne, smutne? No tak, schizofrenia jest bardzo okrutna i smutna. A system niewydolny i ci ludzie są często zdani tylko na siebie. W Polsce mamy taką sytuację, że osoby niepełnosprawnej nikt nie poprowadzi za rękę w ZUSie czy innej instytucji – jak nie potrafisz samodzielnie załatwić sobie danego świadczenia czy sprawy, to masz problem. A ludzie będący w poważnym stadium choroby – no nie potrafią. Często po śmierci rodziców nisko funkcjonujący schizofrenicy trafiają na ulicę albo piją/ćpają na umór i sami umierają. Ich stan to zasługa w głównej mierze rodziców, którzy nie chcieli ani nie umieli ich wspierać – także ucząc samodzielności. Wydaje mi się, że łatwiej uczyć samodzielności osobę z np. amputowanymi nogami – bo to zdaniem wielu „prawdziwa” niepełnosprawność, ją WIDAĆ i można łatwiej odnieść to do własnej sytuacji („gdybym nie miał nóg, nie mógłbym wejść do mojego mieszkania na piętrze, a przecież człowiek nie potrafi latać”), więc łatwiej im zrozumieć. No i jak pisałam, schizofrenia nie bierze się znikąd. Czasem to efekt brania narkotyków, a czasem właśnie „cudownego” wychowania.
Nie, nie powołuję się na żadne badania ani źródła. To są wszystko dowody anegdotyczne – moje wnioski nie dotyczą żadnego ogółu, tylko moich własnych obserwacji i doświadczeń. A siedzę w temacie od dawna, wiele lat pisałam również na forach psychiatrycznych. Także wiele wiedziałam i spotykałam różnych ludzi – ale proszę nie brać moich obserwacji za jakiś „fakt objawiony”.
Obecnie uważam, że poszerzanie grona znajomych o kolejnych schizofreników jest bez sensu i utrzymuję kontakt tylko z tymi osobami, które znam od kilku-kilkunastu lat i wiem, że to wporzo ludzie. Którzy jak się źle czują, to idą do lekarza zamiast dawać na mszę albo chlać. W końcu ważne jest, żeby równać do góry, do zdrowszych, a nie na dno obsranego bajora…
Oglądam filmik. Właśnie sprawa jest taka, że u każdego ta choroba wyglada nieco inaczej chcoiaz sa cechy podobne. Moja choroba to zaburzenia lękowe, paranoje, spanie i otylosc po lekach. Zawsze znajdzie sie sposob, ale trzeba troche powalczyc.
https://jedentrzysiedem.blogspot.com/
Dobre podejście, oby więcej osób z tymi problemami takie miało. :)