Kupiłam sobie kilka miesięcy temu koc obciążeniowy.
Na początku oczekiwałam jakichś rewolucyjnych zmian, ale one nie nastąpiły, więc przez długi czas zastanawiałam się czy ten koc cokolwiek w ogóle robi. Może po prostu dałam się złapać na kolejny chwyt marketingowy…? Ziomek też mnie pytał o ten koc i napisałam mu, że w sumie to nie wiem co o tym sądzić.
Ale w maju, będąc w tzw. domu rodzinnym przekonałam się, że koc jednak robi robotę i to dość konkretnie. Obudziłam się w środku nocy i zrobiła mi się w głowie dzika gonitwa złych myśli… No i w domu w takiej sytuacji ten koc mi to błyskawicznie ukaja i potem zasypiam uspokojona. A tym razem cierpiałam cierpienie, bo nie miałam mojego koca i nie miałam co ze sobą zrobić, więc leżałam godzinę, patrząc się w telefon i usiłując się jakoś uspokoić.
No i to tak.