Notka napisana oryginalnie na Dzień Matki.
W czasie terapii etap złości na rodziców był u mnie bardzo silny i niestety wręcz destrukcyjny… Ojca to nie dotknęło, bo nie żyje, a ja po prostu nie mam w zwyczaju ciągle rozkopywać komuś grobu. Za to moja mama oberwała dość mocno… Mieszkanie pod jednym dachem dodatkowo psuło sprawę.
Pomogła wyprowadzka. Nasze relacje znowu są dobre.
A co do żalu… Teraz wiem i rozumiem.
Tyle lat przeżyłem w gniewie, dziś rozumiem już sam
Wiem, że nie da się dać więcej, niż samemu się ma
~KęKę
Wtedy nie wiedziałam co to jest za pojęcie: trauma pokoleniowa.
Kocham moją mamę i jestem jej wdzięczna za każdą pomoc i wsparcie. Ale też za to, że jest empatyczną i mądrą kobietą i rozumie moje problemy. Ba, sama też bierze antydepresanty i cieszę się, że dała się namówić na poszukanie pomocy.
Moi rodzice w 1985 r. nie mogli podjąć świadomej decyzji i nie mogę ich za to winić.
Mój partner i ja w 2026 r. wiemy to wszystko, czego oni wtedy w żaden sposób nie mogli wiedzieć. Naszemu pokoleniu, jako pierwszemu w historii ludzkości, zostało dane posiadać samoświadomość.
Dlaczego oboje możemy z pełną świadomością i odpowiedzialnością (i bez konsekwencji społecznych) powiedzieć: nie mamy dzieci, bo nie chcemy powołać do życia nowego człowieka, który będzie chory tak jak my, i który będzie cierpieć tak jak my.
Moi rodzice nie mogli tego wiedzieć.
Pierwszy raz w życiu teraz w końcu cieszę się, że żyję, że jestem.
A mamę kocham i dziękuję jej za wszystkie dobre rzeczy, które dla mnie, dla nas zrobiła.